Mandatowa mania
Zmieniony: środa, 25 listopada 2009 13:52 Wpisany przez Administrator wtorek, 07 kwietnia 2009 13:19
Policjanci patrolujący od kilku dni teren Miasteczka Akademickiego pod kątem spożywania alkoholu wykazują wyjątkową gorliwość. Słońce, delikatny wiaterek i + 15 na termometrze. Mieszkańcom Osiedla Akademickiego nie trzeba lepszej zachęty, by opuścić swe pokoje. Odkąd wiosna przestała się gniewać i dopieszcza nas coraz cieplejszymi dniami, puste do niedawna ławki, murki i trawniki zapełniły się studentami. W końcu: czy istnieje lepszy sposób na spędzenie ciepłego popołudnia niż grillowanie pod chmurką z przyjaciółmi?
Wiosenne spontaniczne imprezy na świeżym powietrzu są równie pewnym punktem kalendarza akademickiego jak Kozienalia czy sesja egzaminacyjna. Jednak dzielni panowie w niebieskich samochodach i czarnych strojach, z uporem godnym lepszej sprawy starają się zlikwidować kilkudziesięcioletnią tradycję relaksu z chłodnym browarkiem na słoneczku. - I bardzo dobrze, niech likwidują libacje, pijackie burdy, zakłócanie spokoju! - zakrzyknie ktoś oburzony. I zgodzę się z każdym, kto jest wymienionym patologiom przeciwny. Jednak mój kilkuletni staż jako mieszkańca akademika, to, czego jestem świadkiem od kilku dni, a także relacje starszych znajomych nieco kłócą się z prezentowaną oficjalnie motywacją. Patrole, które od kilku dni krążą po miasteczku zachowują się raczej, jakby za wszelką cenę chciały utwierdzić negatywny stereotyp policji panujący wśród młodzieży. Policjanci nie dość, że pojawili się w zaskakującej ilości, zarówno patroli pieszych, jak i samochodowych, to jeszcze zaglądają w przysłowiową mysią dziurę, byle tylko (tych bardziej uważnych) spisać czy (tych nieostrożnych) obdarować bodaj najdroższym piwem w życiu. Wręcz groteskowo wygląda sytuacja, gdy policjant z groźną miną wypisuje mandat przestraszonym dwu-, trzyosobowym grupkom, które chowały się z piwem gdzieś pod schodami, czy na tyłach akademika i wręcz szeptały, byle tylko nie dać się nakryć. Nie neguję prawnych przesłanek, które przedstawiają Szanowni Panowie policjanci. Istnieje jednak jeszcze coś takiego, jak społeczna szkodliwość czynu. Jeśli czytają to jakieś bardziej otwarte umysły, to proszę o wyjaśnienie, bo ja nie jestem w stanie zrozumieć, komu i w jaki sposób przeszkadza grupka studentów siedząca w słoneczne popołudnie na trawce czy na murku koło AOS (ulubione, pewne miejsce “najazdów” policji – zawsze wlepi się przynajmniej kilka mandatów) i sącząca piwko. Zakłócają spokój? Wszczynają burdy? Śmiem wątpić. Przez ten patrolowy terror (nie przesadzam!) student, chcąc wychylić jasne pełne pod chmurką nie dość, że musi mieć oczy dookoła głowy, to jeszcze musi kontrolować co głośniejsze wybuchy śmiechu, by nie wzbudzać podejrzeń, a butelkę po każdym łyku chować za pazuchę. Taka forma konsumpcji prędzej spowoduje wrzody żołądka niż pijacką zadymę. - Jestem oburzony. Czemu, kiedy chcę skorzystać z ładnej pogody i porozmawiać przy piwku z kolegami, muszę czuć się jak przestępca okradający bank i co chwila nerwowo rozglądać się w poszukiwaniu radiowozu? - retorycznie pyta Grzesiek, student 3 roku administracji i mieszkaniec “Heliosa”. Co ciekawe, w przypadku faktycznych nocnych bijatyk pod studenckimi klubami, policja nie zjawia się właściwie nigdy, interweniuje tylko ochrona miasteczka. Zwracam się w tym miejscu z pytaniem do kogoś obeznanego z prawem – wykładowcy, studenta, czy po prostu zainteresowanego tematem – jak się ma ta mandatowa mania do autonomii terytorialnej uczelni?
Użytkownicy Online
użytkownicy i 14 gości
Pokaż wszystkich2009 - 2010 © Kampus24.pl Team
