Książki odkopane: Złodziejka książek
Zmieniony: środa, 25 listopada 2009 14:45 Wpisany przez Administrator wtorek, 07 kwietnia 2009 21:45
Markus Zusak napisał książkę, którą czyta się ze śmiercią za plecami. O zapartym tchu nie wspominając. Do przeczytania „Złodziejki” skłoniło mnie kilka rzeczy. Po pierwsze okładka, na której dziewczynka trzyma za rękę kościotrupa i z nim tańczy. Niczym barokowe danse macabre. Poza tym Zusak to niespotykane nazwisko. Narratorem jest tu śmierć. Powinienem napisać Śmierć, bo to jednak bohater z krwi i kości. A na pewno z kości… Zatem Śmierć to imię bohatera i narratora książki. A Złodziejka książek? To młoda Niemka. Saumensch.
Tak na nią krzyczała przybrana matka Rosa Hubermann. Ale naprawdę nazywała się Lisel Meminger. Choć to i to nie jest takie ważne. Żeby był porządek. Markus Zusak pisze tylko o małej istotce rzuconej w paszczę drugiej wojny światowej, Holokaustu, kwadratowego wąsa Hitlera i ulicy Himmelstrasse w miasteczku Molching, która wcale nie okazała się niebem (himmel = niebo), ale być może parę zwłok do nieba wprowadziła. Kolejny autor, który pisze o wojnie, ale sam w niej nie zabijał. Ba! Nawet nie brał udziału. Ma 33 lata. 23 czerwca skończy 34. Jednak „Złodziejka książek” nie pretenduje do stania się powieścią historyczną. Nie chce moralizować. Nie chce nawet znęcać się kolejny raz nad Niemcami. Czytelnik poznaje sobie Lisel, jej kolegę Rudy’ego, rodzinę, u której toczy się koło jej dzieciństwa, Żyda w piwnicy i jeszcze kilka postaci. Żywych, półżywych i martwych. Lisel kradnie książki, ale czasami też kartofle. Z głodu. Robi skręty papie, Hansowi Hubermannowi. Słucha akordeonu i obelg. Ze wszystkich sił nie pozwala się pocałować, a jeszcze mocniej zaprzyjaźnia z ciałem Żyda z piwnicy. Potrafi też rzucić się pod stopy stada ludzi pędzonych na rzeź. I na nią też czasami zrzucają. Bomby… Ale cokolwiek by nie robiła to i tak najwięcej czyta. Mimo, że to skradzione litery. A na wszystko patrzy Śmierć. Mimo natłoku pracy znajduje czas, żeby obserwować Lisel. Dziewczynka ma specjalne zasłużyła na specjalne względy. Czytając książkę Zusaka litery uciekają z zawrotną prędkością, jak dusze ludzkie do nieba. Autor buduje świat wojny widziany oczami dziecka i mieszkańców prowincjonalnego niemieckiego miasteczka. „Time” napisał: „Trudny temat Markus Zusak czyni znośnym w podobny sposób jak Kurt Vonnegut w >>Rzeźni nr 5<< - stosując mroczny humor, który daje ukojenie. Rzeczywiście „Złodziejka książek” przeprowadza czytelnika przez wiele trudnych tematów z niezwykłą łatwością i humorem, ale śmiertelnie poważnie. Najważniejsze, że pisarz nie tworzy książki prostackiej, ale prostą, a przez to niezwykle gmatwającą nasze szare komórki. Żarty nie są przy tym prostackie, a myśli autora nachalne. Śmierć dostaje ludzkie cechy i narzeka: „Czuję się prześladowany przez ludzi”. To jest właśnie kwintesencja tej książki. Przyznam, że mnie „Złodziejka książek” skutecznie ukradła. Nie oddała do tej pory, a minęło już ładnych kilka miesięcy. Na koniec optymistyczne zapewnienie Śmierci: „Proszę, bądźcie spokojni, mimo mojej wcześniejszej groźby. To tylko takie strachy na Lachy. Nie stosuję przemocy. Nie ma we mnie podłości. Jestem skutkiem.” Przeczytajcie „Złodziejkę książek” przed śmiercią! Źródło: mojeopinie.pl
No current events.
2009 - 2010 © Kampus24.pl Team
